Sean Dyche domaga się zmian w systemie VAR po rzekomo absurdalnej decyzji dotyczącej przyznania rzutu rożnego dla Manchesteru United, który doprowadził do otwierającej bramki w zremisowanym 2:2 meczu z Nottingham Forest. Trener zespołu z City Ground jest sfrustrowany, ponieważ uważa, że arbiter liniowy powinien był zasygnalizować wyjście piłki poza linię końcową, a nie przyznać rzut rożny, który stał się kluczowym momentem spotkania.
Według Dyche’a, interwencja Nicolò Savony była wystarczająca, aby piłka nie przekroczyła linię końcową, jednak arbiter liniowy Akil Howson uznał inaczej, co skłoniło głównego arbitra Darena Englanda do wskazania na narożnik boiska. Z tego właśnie rzutu rożnego padła bramka dla Manchesteru United, zdobyta przez Casemiro. Dyche podkreśla, że z tej perspektyw odległości sędzia liniowy nie mógł mieć stuprocentowo pewnego widzenia sytuacji, a powtórki telewizyjne potwierdziły jego obawy.
Problem ten uwydatnia ograniczenia obecnych przepisów VAR, które nie pozwalają na ingerencję w decyzje dotyczące przyznania rzutu rożnego lub od bramki, nawet jeśli prowadzi to bezpośrednio do zdobycia gola. Dla Nottingham Forest oznaczało to brak możliwości odwołania się od błędnej, w ich opinii, decyzji. Dodatkowym czynnikiem potęgującym frustrację trenera Dyche’a jest fakt, że była to już druga taka kontrowersyjna sytuacja z rzutem rożnym w ciągu dwóch tygodni, po podobnym incydencie w przegranym 2:0 meczu z Bournemouth.
Chociaż Dyche przyznał, że jego drużyna powinna była lepiej bronić się po rzucie rożnym i zapobiec bramce Casemiro, to główną przyczynę problemu widzi w błędnej decyzji sędziowskiej. Jego niezadowolenie pogłębiło się, ponieważ Nottingham Forest zdołało odrobić straty, zdobywając dwie bramki w ciągu trzech minut dzięki trafieniom Morgana Gibbsa-White’a i Savony, a dopiero późny gol Amada Diallo na 2:2 odebrał im szansę na zwycięstwo.
Komentarze Seana Dyche’a odzwierciedlają drobne różnice, które mogą istotnie wpływać na wynik meczów, szczególnie dla drużyn walczących o utrzymanie. Jego apel o większą odpowiedzialność i nadzór w takich sytuacjach z pewnością spotka się z poparciem wielu obserwatorów sportu, którzy uważają, że możliwym do uniknięcia błędom zbyt często przypisuje się decydującą rolę w rozstrzygnięciach.
