Anglia pokonała Andorę 2-0 w meczu eliminacji do Mistrzostw Świata UEFA, utrzymując tym samym serię czystych kont pod wodzą trenera Thomasa Tuchela. Pomimo czwartego z rzędu zwycięstwa bez straty bramki, gra zespołu pozostawiła wiele do życzenia, wywołując rozczarowanie wśród kibiców zgromadzonych na Villa Park.
Pod wodzą Tuchela, który zastąpił Sir Garetha Southgate’a po Euro 2024, Anglicy nie stracili bramki w żadnym z czterech dotychczasowych spotkań eliminacyjnych, co stanowi wyrównanie rekordu. Ta defensywna solidność jest niewątpliwie plusem, jednak brak znaczących zagrożeń ze strony rywali takich jak Andora, zajmująca 174. miejsce w rankingu FIFA, rodzi pytania o prawdziwą wartość tego osiągnięcia.
Mecz z Andorą określany jest jako “nijaki” i “żmudny”. Anglicy dominowali w posiadaniu piłki, kontrolując ją przez 83% czasu gry, ale mieli problem z przełamaniem zwartej defensywy rywala. Ostatecznie o zwycięstwie zadecydowały samobójcze trafienie oraz bramka zdobyta głową przez Declana Rice’a po dośrodkowaniu Reece’a Jamesa. W grze zespołu dało się zauważyć brak kreatywności i inspiracji.
Wyrazem niezadowolenia był fakt, że tysiące kibiców opuściło Villa Park przed końcowym gwizdkiem. Holte End, zazwyczaj gorący trybun, pod koniec spotkania był w dużej mierze pusty. Od momentu objęcia sterów, Tuchel nie zdołał jeszcze zaimplementować jasnej tożsamości ani filozofii gry w reprezentacji Anglii. Istnieją obawy, że pod jego kierownictwem zespół zamiast rozwijać się, cofnął się, szczególnie w kwestii płynności i dynamiki w ofensywie.
Mimo wszystko, Anglia znajduje się w silnej pozycji w grupie K i jest faworytem do awansu na Mistrzostwa Świata 2026. Tuchel musi jednak znaleźć sposób na poprawę gry w ataku i odbudowanie zaufania kibiców. Kolejne mecze eliminacyjne będą kluczowe dla pokazania postępu i udowodnienia, że drużyna potrafi grać nie tylko solidnie w obronie, ale także widowiskowo w dalszych fazach rozgrywki.
