London City Lionesses zadebiutowały w Women’s Super League (WSL) efektownym golem, mimo porażki 4:1 z Arsenalem na Emirates Stadium w sobotę. Drużyna, której kapitanem jest Kosovare Asllani, strzelając pierwszą bramkę w historii klubu w lidze, zapewniła sobie krótkotrwałe prowadzenie w starciu z panującymi mistrzyniami Europy, dając kibicom nadzieję na ciekawą rywalizację.
Bramka Asllani była ważnym momentem dla niezależnego klubu, nieposiadającego powiązania z męską drużyną, a wspieranego przez amerykańską właścicielkę Michele Kang. Grając przed rekordową publicznością 38 tysięcy fanów, Lionesses pokazały swoje aspiracje do zakwestionowania ustalonej hierarchii w WSL.
CEO London City Lionesses, Martin Semmens, podkreślał przed meczem w wywiadzie dla BBC Radio 5 Live, że klub od początku zakładał “dysruptywne” podejście. „Chcemy być disruptywni. Naszą pozycją jest bycie konkurencyjnym, a myślę, że w każdym sporcie elitarnym chcemy rywalizować z najlepszymi drużynami” – mówił. Semmens zaznaczył również determinację klubu do szybkiego osiągnięcia sukcesu, dodając: „Mogę powiedzieć w imieniu Michele [Kang], że nie jest to projekt dziesięcioletni, chcemy to zrobić tak szybko, jak tylko możemy”.
Choć wynik meczu nie był po ich myśli, spotkanie ujawniło potencjał London City Lionesses i ich zaangażowanie w zaznaczenie swojej obecności w WSL. Ich postawa w starciu z jednym z potentatów ligi sugeruje, że są gotowe namieszać w rozgrywkach i wywalczyć sobie miejsce w elicie, co z pewnością budzi duże oczekiwania wśród fanów.
