Derby Old Firm pomiędzy Rangers i Celtic, prowadzonymi odpowiednio przez Russella Martina i Brendana Rodgersa, zakończyło się rozczquerowującym remisem 0:0, określonym jako jedno z najgorszych w ostatnich latach pod względem braku emocji i jakości. Mecz charakteryzował się brakiem płynności, kreatywności i decydujących momentów, co pozostawiło kibiców sfrustrowanych. Krótki moment lekkości zapewnił mewa wykonująca akrobacje w powietrzu, która ironicznie dostarczyła więcej rozrywki niż gracze przez 90 minut.
Pomimo słabego występu, menedżer Rangers Russell Martin dostrzegł pozytywy w grze swojego zespołu. Podkreślił jego waleczność, agresję, pragnienie i odporność, zwłaszcza w utrzymaniu czystego konta – czegoś rzadkiego dla obrony, która tydzień wcześniej straciła sześć bramek w Europie. Ten wynik, choć kolejny remis w ramach najgorszego ligowego startu Rangers od 1983 roku, był postrzegany jako krok naprzód w porównaniu do wcześniejszych zmagań.
Mecz przebiegł bez oczekiwanego chaosu zarówno na boisku, jak i poza nim, bez znaczących niepokojów ze strony kibiców, jedynie z kilkoma niezadowolonymi buczeniami po ostatnim gwizdku. Dla właścicieli klubu, demonstracja determinacji zespołu, choć ograniczona jakościowo, mogła przynieść ulgę. Martin wydaje się póki co cieszyć ich pełnym wsparciem, kontynuują bowiem swoje zaangażowanie w trudnym dla klubu okresie. Niemniej jednak, pytania dotyczące długoterminowych rozwiązań i poprawy pozostają bez odpowiedzi.
